Wreszcie przyszła pora na czwartą, ostatnią część filmu z serii Obcy o ciekawym podtytule Przebudzenie. Za pisanie tego artykułu zabierałem się prawie miesiąc i dopiero w ostatniej chwili zebrałem się w sobie i zacząłem pisać. Nie wiem czemu, ale jakoś trudno mi pisać o tym filmie, bo jednocześnie uważam go za dobry jak i kiepski. Dlaczego? Czytajta dalej :).
Zaczynamy standardowo od fabuły. Ellen Ripley, która z obcymi spotkała się już w trzech poprzednich częściach, postanowiła popełnić samobójstwo, gdyż była nosicielką jednego z tych potworów. Zrobiła to pod koniec części trzeciej, ale naukowcy nie dali za wygraną i żeby zdobyć z powrotem obcego postanowili sklonować Ellen. Eksperyment się udał: Ellen została ożywiona, a potwór zabrany z jej organizmu. Naukowcy postanowili wytresować potwory, które bardzo szybko się rozmnażały. Zamknięte w specjalnych kapsułach miały uczyć się od ludzi różnych rzeczy. Wszystko byłoby pięknie, ale potwory zaczynają wykorzystywać swoją naturę - rozlewając kwas, który mają zamiast krwi udaje im się uciec. Po raz trzeci zaczyna się walka o przetrwanie w kosmosie.
Tak rysuje się fabuła, która jest wg mnie bardzo oryginalna, ale przy tym nieco za bardzo przesadzona. Sklonowanie głównej bohaterki czy badania na obcych to coś co pasowałoby bardziej do jakiegoś niskobudżetowego filmu sci-fi, a nie do obcego. Twórcy filmu nieco za bardzo poruszyli wyobraźnią i zepsuli tym fabułę.
Podobnie jak część druga, Obcy: Przebudzenie przesiąknięty jest po brzegi akcją, zamiast horrorem. Tak samo jak tam występują tu też dziesiątki, jeśli nie setki obcych, którzy to sieją spustoszenie w kosmosie. Na szczęście (lub nieszczęście) akcji jest o wiele mniej niż w Decydującym Starciu. Mi to się spodobało, jest więcej fabuły, mniej strzelania, mniej krwawej jatki. Oczywiście wszystko to jest traktowane z umiarem, dlatego też film w ogóle nie jest nudny. Film niestety nie jest aż tak straszny jak część pierwsza.
Czasami film wydawał mi się bardzo sztuczny, wręcz komiksowy. Wszędzie pełno jest różnych komputerów, bardzo zaawansowanej technologii i innych rzeczy, które w zupełności nie pasują do reszty serii. Reżyser (Jean-Pierre Jeunet) głównie przez to nie osiągnął sukcesu jakiego się spodziewał. Cóż się dziwić, skoro niektóre rzeczy wyglądają wręcz śmiesznie, żeby nie powiedzieć beznadziejnie.
|
O aktorstwie napiszę nieco więcej. Sigourney Weaver wcielająca się postać Ellen Ripley w pozostałych częściach grała bardzo naturalnie, mimo iż dawała sobie radę z obcymi i zawsze była jedyną ocalałą to odczuwała też strach czy ból. W Obcy: Przebudzenie jest to osoba zupełnie inna, przypomina jakiegoś super bohatera z komiksu. Nie boi się już obcych, nie przeszkadza jej ból i jest nadczłowiekiem. To zupełnie nie pasowało do tej postaci i jest to wielka wada opisywanego filmu.
Reszta aktorów gra dość dobrze, choć też mógłbym się przyczepić do kilku rzeczy. Głównie denerwowała mnie postać "pani android", która grała strasznie sztucznie. No, ale w końcu android to android - jest sztuczny :).
Scenografie wyglądają w miarę dobrze, choć nie ma tu rewelacji na miarę planety LV-426 w części pierwszej, czy gniazda obcych w części drugiej. Po prostu jest dobrze i tego się trzymajmy ;).
W Obcy 4 denerwowała mnie jeszcze jedna sprawa: humor, którego jest aż za dużo. Przecież Obcy od początku być horrorem, przy którym włos jeżył się na głowie. Tu tego nie czuć, a to dlatego, że Ellen rzuci jakiś zbędny, durny komentarz, a to kaleka coś burknie. I w ten sposób cały klimat grozy gdzieś ulatuje. Trochę szkoda.
W ten sposób kończymy serię filmów o Obcych, trochę szkoda, bo towarzyszył nam od pierwszego numeru :P. Czwarty Obcy: Przebudzenie nie jest filmem wcale złym, jest po prostu odrobinę gorszy do pozostałych części, przesadzony został scenariusz, ale mimo wszystko warto go oglądnąć. Jest kilka scen, które zasługują na pochwałę (np. zabicie nowego potwora przez Ripley w końcówce filmu) i ciekawych rzeczy. Polecam go zatem wszystkim fanom Alienów i nie tylko im.
Ocena: 7+/10
lukasz050792
|